Wyprawa motocyklowa w Bieszczady

Wielka Pętla Bieszczadzka z dodatkami.
Od dawna już chciałem wyjechać gdzieś dalej, nie tylko najbliższa okolica.
Dwa lata treningów wystarczy 😊 Rozpoczyna się nowy sezon, pogoda dopisuje – trzeba coś wymyśleć. Zbliża się weekend majowy. Na Alpy jeszcze za zimno, do szwagra do Hamburga – daleko i długo. Wymyśliłem Bieszczady, spontanicznie, niby daleko a jednak blisko 😊
Problem z zakwaterowaniem bo wszyscy pojechali na majówkę więc w ostatnich chwili znajduje pierwszy nocleg i jadę kompletnie w ciemno. Pierwsza wyprawa samotnie bo tak chciałem. Chcę zmierzyć się ze swoimi słabościami, nie robić nikomu kłopotu, jechać własnym tempem i poznać swoje możliwości. Spakowany w trzy kufry na kilka dni i jazda. Według zaplanowanej mapy powinienem jechać około 4 godzin. Nie przewidziałem tego że w danym dniu dojdą korki, do tego czas na tankowanie, opłaty i kolejki na autostradzie. Najgorsze było wieczorem, po 19 temperatura spadła i było mi coraz zimniej. Nie chciało mi się zatrzymać by się ubrać i dojechałem prawie na hipotermii około 21. Szybka kolacyjka, gorąca herbatka, jakieś myśli na jutro i do spania 😊
Rano wraz ze słoneczkiem wrócił humor i o 9 rano byłem gotowy. Wymyśliłem że zrobię Wielką Pętlę Bieszczadzka ale nie na szybko dookoła w dwie godziny tylko z dodatkami – ciekawymi miejscami w pobliżu pętli. Syn właścicielki kwatery, tez motocyklista, podpowiedział mi kilka miejsc o których wcześniej nie wiedziałem i ruszyłem.
Zaczynam bez motocykla, ponieważ port w Polańczyku mam 200m od kwatery. Krótki spacer i docieram nad wodę. Obok kampingi, kwatery i pola namiotowe ( nie wiem jak oni noc przetrwali ).

Teraz już na motocykl, troszkę się wracam, tankuje po drodze i zamiast startować z Leska, jadę przez Huzele i zaczynam od punktu widokowego na góry Słonne. Droga kręta, idealna na motocykl. Na parkingu spotkałem dwóch motocyklistów z wioski obok którzy trenują na serpentynach i jeżdżą w kółko 😊 Trafiłem na remont i zakaz wjazdu na parking, więc 200m na nogach i jest na drewnianym tarasie z widokiem na góry Słonne i Bieszczady.

Następny punkt to zapora na Solinie. (zapomniałem o lotnisku w Bezmiechowej ale to zrobię jutro). Droga przez wioski, pełna pięknych widoków. Jestem pierwszy raz w Bieszczadach i wszystko mi się podoba. Tak naprawdę musiałbym zatrzymywać się co chwila by robić zdjęcia. Żałuje że tak mało nakręciłem z kamery na kasku ale obsługa tej z pilota podczas jazdy nie jest za bezpieczna i miła. Pod samą zaporą tłumy ludzi a to dopiero ranek. Parkingi już pełne (przy cenie 20zł) i jeden pan z obsługi podpowiedział mi parking przy hotelu Salinka. Portier bierze tylko 5zł a to 100m od głównego wejścia na zaporę. Przy okazji dogadałem się że jako jeden z nielicznych ma wolne pokoje i jak nie znajdę czegoś po drodze to wrócę tu na nocleg za 100zł.
Jedyny minus to styl hotelu z lat 80-tych i wyposażenie też, ale mnie luksusy niepotrzebne.
Przy wejściu na zaporę tłumy, dziesiątki sklepików, barów i restauracji. Można zjeść, wypić i kupić pamiątki. Nad zaporą funkcjonuje kolejka (około 50zł w obie strony) ale nie mam na to czasu. Kilka zdjęć, film i jedziemy dalej.

Jadę drogami krętymi przez wioski, lasy i góry. Zaskakuje mnie ilość dzikich ptaków a jako stary paralotniarz widzę je wszędzie. Przy drodze bociany na łąkach a nad głową krążą w kominach dzikie drapieżniki wypatrujące gryzoni na łąkach. Docieram do wodospadu na Olszance. Dojazd przez wioskę a potem szutrowa drogę przez pola. I nawet tu nie jestem sam – kilka samochodów z rodzinami ze śląska. Docieram do rzeki i widać wodospad przed nami. Dla lepszych zdjęć można prawym brzegiem, górą dotrzeć do samego wodospadu 😊

Teraz jadę dalej WPB i po prawej zauważam kilku motocyklistów robiących zdjęcia przy jakiś dziwnych postaciach z blachy. Ciekawość wygrywa i zatrzymuje się. Okazuje się, że to ciekawy projekt stworzenia muzeum Bieszczad z postaciami z legend zespawanych z kawałków metalu przez lokalnych rzemieślników- BiesCzadowa Kraina. Do tego eksponaty z historii, broń, kotły do wypalania drewna i wiele innych. Porozmawiałem chwile z opiekunem tego miejsca i zapowiada się ciekawie. Zrobiłem fotki tego co już jest i ruszam dalej.

Cała wyprawa i przejazd pętlą jest ciekawy i niemęczący. Co kilkanaście kilometrów zatrzymuje się na jakieś zdjęcia i nie odczuwam trudów podróży. Docieram do wyższej części Bieszczad – punkt widokowy Lutowiska. Robię  kilka ujęć na panoramę gór i drewnianej restauracji obok, chwila odpoczynku, łyk wody i dalej.

Lutowiska 1
Lutowiska 2
Lutowiska 3
Lutowiska 4

Zaczynam myśleć o czymś do zjedzenia i szukam oczami czegoś ciekawego. Po drodze dostrzegam ciekawe miejsce na piknik, posiłek – restauracja Wilcza Jama.
Ciekawie usytuowana restauracja z rybami smażonymi i wędzonymi obok w wędzarni. Do tego pomost  miejsce na środku zbiornika wodnego do odpoczynku i zjedzenia. Kolega polecił mi inne miejsce więc jadę dalej.

Wilcza Jama jezioro
Wilcza Jama

Zbliżam się do Cisnej. Coraz więcej większych miejscowości turystycznych, restauracji i karczm w stylu góralskim. Jedna z nich to Paweł Nie Całkiem Święty ale kolejka i czas oczekiwania długi więc nie skorzystałem. Za to znalazłem przypadkiem kolejne ciekawe miejsce – wodospad k. Pszczelin. Zjazd z drogi w lewo na kamping a za nim znajduje się wodospad za rzeką. Kilka rodzin coś grilluje, kilka osób nad rzeką, a ja kilka zdjęć i nadal myślę o obiedzie 😊

wodospad Pszczelarze 1
wodospad Pszczelarze 2
wodospad Pszczelarze 3

Wymyśliłem sobie że zjem w Bar Siekierezada – takie miejsce dla motocyklistów.
Byłem ale czas oczekiwania na posiłek około 90 minut to uciekam dalej 😊Po drodze muszę coś znaleźć. I nie myliłem się. Kilkanaście kilometrów dalej, już nie tak turystyczne miejsca ale ładny bar przy drodze Miś. Jedzenie nawet tanie i dobre, zjadłem na szybko placka po Bieszczadzku i trzeba wracać bo robi się wieczorami chłodno a ja już coś o tym wiem.

Siekierezada parking
Siekierezada wnętrze

Nie wiadomo czy w hotelu przy zaporze będą jeszcze pokoje 😊No to gnam ile się da po takich drogach. Mijam wielu motocyklistów którzy chyba wszyscy jadą do Cisnej. Docieram nad zaporę koło 17. Okazuje się że nie jestem już jedynym motocyklistą w tym hotelu. Jest kilka par, maszyny stoją pod hotelem a mnie udaje się dostać pokój na drugim piętrze. Szybki prysznic, rozpakowanie kufrów i idę na zaporę zrobić wieczorne zdjęcia. Docieram na druga stronę gdzie jest sporo barów i restauracji. Teraz dopiero mogę napić się piwa a smakowało wybornie 😊 Na zaporze spotykam tez samotnego motocyklistę ze śląska. Chwilę porozmawialiśmy, wymieniliśmy się adresami ciekawych miejsc i poopowiadaliśmy trochę jak to motocykliści. Mimo Święta wszystkie sklepy otwarte, więc kupuje pieczywo na kolacje i wracam do hotelu.
Zmęczony jednak troszkę jestem.

zapora Solina 3
zapora Solina 2
zapora Solina 1

Następnego dnia miała być Słowacja, a nawet Rumunia. Przeliczyłem siły i na Rumunię za daleko. Na Słowacji byłem niedawno w tych samych miejscach z rodziną więc odpuszczam. Do tego zostaje mi jeden dzień bo w niedziele ma padać. W hotelu zgadałem się z kolega którym jest kamperem k. Limanowej i powstaje plan na jutro. Wzdłuż gór jadę go odwiedzić i potem wracam do domu. Rano przypominam sobie o lotnisku w Bezmiechowej. Musze tam być jako paralotniarz. W całym parku nie latałem dronem bo nie wolno. Na lotnisku dostaję pozwolenie na latanie aby nikomu nie przeszkadzać. Nagrałem najlepsze filmy i zrobiłem super zdjęcia.

lotnisko1
lotnisko3
lotnisko2
lotnisko4

Droga do Limanowej miała zająć 3 godziny, jednak znowu nie przewidziałem korków. Dojechałem po prawie 5 godzinach bocznymi drogami. Kawa i ciasto u kolegi na kampingu, obok “wodospad” przy Jędrusiowe Pole Biwakowe i wracam do domu.

wodospad przy Jędrusiowe pole

Po drodze widzę burze na horyzoncie. Tego mi jeszcze brakowało. Balice udaje mi się szybko minąć a przede mną ciemno. Dojeżdżam do Dąbrowy Górniczej a tu mokro, musiało nieźle przylać. Na szczęście poszło w prawo, w stronę domu 😊Udało mi się dojechać do domu przed 18, chwile przed ulewnym deszczem. Troszkę szczęścia miałem.
Wyprawę uważam za udaną, widziałem sporo, dałem radę, wiem na co mnie stać i ile wytrzymam – 9 godzin na motocyklu z przerwami na tankowanie w jeden dzień. Łącznie przejechane prawie 1400km. Nabrałem odwagi i ochoty na dalsze wyprawy 😊

droga do Limanowej
zapora Solina słonik