Paralotnie w moim życiu
Marzenie o lataniu – Paralotnie w moim życiu
Moje marzenia o lataniu sięgają czasów szkolnych. Czasy komunistyczne nie sprzyjały pasjom takim jak nasza miłość do nieba. 😔 Potrzebowałem zgody rodziców do 18. roku życia, a wiadomo, że w takich kwestiach bywa różnie. Ich przyzwolenie na skok w przygodę? No cóż, nie miałem go. Jednak zaraz po skończeniu 18 lat stałem się poszukiwaczem przygód!
W sezonie wakacyjnym pojawiła się okazja na kurs szybowcowy na lotnisku w Rudnikach. W dwa dni udało mi się przejść badania we Wrocławiu, ale czar prysł – nie zdążyłem z EEG przed startem. ☹️
Zaczyna się przygoda
Jednak to nie koniec mojej przygody! Kilka lat później dotarły do mnie wieści o paralotniarstwie. Tanio! Szybko! I zrealizowano moje marzenie! Trafiłem na świetnego instruktora, kupiłem swoje pierwsze skrzydło Edel i… ruszyłem w przestworza!
Pamiętam dobrze ten rok – 1995.
Pierwsze zloty na górkach w Olsztynie, potem Szczyrk i okolice. Przez dwa lata zmieniłem skrzydło na Airea – wtedy pomyślałem, że wsiadłem do Mercedesa! Lataliśmy z kolegami w każdych warunkach, przez cały rok.
Z czasem zrobiłem oficjalną licencję, a kilka lat później – w 2002 roku – przesiadłem się na Swinga Astrala. Wyjeżdżaliśmy całą ekipą na latanie do Francji i Słowenii, na naprawdę poważne loty w Alpach. Lotnisko za wyciągarką, napęd, piękne widoki – to były niezapomniane lata!
Życie i zmiany
Jednak, jak to w życiu bywa, lata pracy i rodziny przyniosły brak czasu na latanie. Grupa moich kolegów z olsztyńskiej szkoły się rozjechała, a moja przygoda wydawała się bliska końca.
Niedawno, gdy adrenalina zaczęła krzyczeć, podczas gdy motocykl stał się moją nową pasją, okazało się, że ci sami koledzy również jeżdżą! I jeden z nich wrócił do latania. Spotkałem się z nim na górze Siewierskiej i od razu poczułem ten niesamowity dreszczyk emocji – chwilka i już byłem w powietrzu! Tego się nie zapomina, rączki zaczęły same pracować z linkami jak za dawnych czasów. Kto wie, co przyniesie przyszłość?
Częstochowa? To dopiero początek!
Wiele osób może powiedzieć, że Częstochowa to nie jest miejsce do latania na paralotni, ale my nie dajemy się ograniczeniom! W poszukiwaniu wrażeń znaleźliśmy kilka gór na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
Najczęściej można spotkać nas było na zamku w Olsztynie. Miejsce to co prawda nie jest najbezpieczniejsze do latania, ale gdy nie ma się nic lepszego, to lata się tam, gdzie można! 😉
Z przodu zamku lataliśmy przy kierunku zachodnim (W-NW), a przy delikatnej odchyłce północnej można załapać się na fajny żagielek nad skałkami.
Zaraz obok, od strony północnej, czasem można też polatać na żaglu (N). A z tyłu zamku? O tak, mamy kierunek wschodni z delikatnym południem, idealny na najlepsze loty żaglowe i termiczne!
Kosmiczne wysokości
Kiedy wieje mocny wiatr południowo-zachodni (SW), latamy na górce Jaworznickiej koło Żarek. To tam zdarza się, że powietrze nosi nas przez 30 minut na żaglu, a niektórzy zyskują szansę na przelot!
Górka ma tylko kilkanaście metrów, ale jest długa – i to wystarcza, by się poczuć jak ptak!
Dla kierunku zachodniego z odchyłką północną (W-NW) odkryliśmy fajną górkę między miejscowościami Gorzków Nowy a Ludwinów, niedaleko Złotego Potoku. Ma około 40 metrów, ale jest to jedna z lotniejszych gór na całym naszym terenie.
Czas w chmurach
Latanie na paralotni to nie tylko pasja, to sposób na zyskanie wolności! Po emocjonujących startach i lądowaniach stajesz się częścią tej wyjątkowej społeczności. Przeżywasz ekscytację za każdym razem, gdy wznosisz się nad ziemią.